Odcinek 97,

w którym zło sprzątaniem zwyciężaj.
Wieża Milczenia w Jazdzie - miejsce gdzie wystawiano zwłoki zmarłych, aby oczyścić je do kości.
Opublikowany 23-03-2026 przez andrzej

Kilka lat temu prawdziwą furorę w internecie robił niejaki Jordan Peterson. Jednym z jego haseł przewodnich było nawoływanie do sprzątania pokoju. Oczywiście nie chodziło tu tylko o dosłowną czystość w konkretnym pomieszczeniu. Był to skrót mający na celu przekonanie młodych ludzi do skupienia się na rzeczach, na które mają realny wpływ, i do ulepszania świata przez pracę nad sobą - w opozycji do wchodzenia w ideologie obiecujące radykalne zmiany na lepsze. Kanadyjski psycholog, zainteresowany symboliką wierzeń i mitów, mógłby tutaj podać rękę wyznawcom zoroastryzmu. Religia ta naucza bowiem, że dbanie o czystość, porządek świata i rzeczy na nim istniejących jest obowiązkiem wiernego. Co więcej, stawia te rzeczy na równi z mówieniem prawdy, wiernością małżeńską, powstrzymywaniem się od przemocy, umiarkowaniem w jedzeniu i piciu, skromnością, powściągliwością itd.

Dobra wiara* była i jest religią czynu. W myśl jej nauczania żyjemy w świecie, w którym zło i dobro nieustannie się ze sobą ścierają, a ludzie i ich wybory odgrywają istotną rolę w tej walce. Co więcej, to właśnie człowiekowi Ahura Mazda powierzył pieczę nad pozostałymi sześcioma stworzeniami: niebem, wodami, ziemią, roślinami, zwierzętami i ogniem. Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za czystość swoich myśli, słów i czynów**, ale też za świat. Zły duch, Aryman, atakuje i próbuje zdegenerować nie tylko ludzi w wymiarze duchowym (jak robi to chrześcijański szatan), ale każde inne dzieło Mazdy. Dlatego też człowiek musi się przeciwstawić tym zakusom Złego w aktywny sposób, także poprzez działanie w materialnym świecie. Zło jest nie tylko czymś, co dotyka ducha, a sfera etyki oraz wynikających z niej praw i obowiązków nie dotyczy tylko moralności seksualnej, braku przemocy etc.

Z doświadczeń własnych i lektury materiałów katechetycznych (potwierdzonych rozmowami z innymi ludźmi, którzy również byli katechizowani) wychodzi mi, że wg “naszej” religii moralny jest ten, kto mówi prawdę, świętuje święta, wierzy tylko w JHWH, nie narusza nietykalności cielesnej, nie kradnie i współżyje wyłącznie w celu prokreacji, tylko ze ślubnym małżonkiem. No i pamięta, żeby trzymać rączki na kołdrze. W zoroastryzmie również zwracano na to uwagę, ale to, co moralne, a co nie, sięgało znacznie dalej. Innymi słowy można być pobożnym katolikiem, jeśli nie ściera się regularnie kurzu, nie myje się zębów, nie bierze kąpieli, zabija cielaki czy ma zardzewiałe narzędzia w butwiejącej szopie. Pobożnym zoroastrianinem w tej samej konfiguracji już jednak nie da się być - w tej religii rzeczy te są grzechem na takiej samej zasadzie jak kłamanie, zdrada małżeńska czy pobicie.

Jako się rzekło - przepisy i regulacje dotyczyły każdego z pozostałych sześciu stworzeń Ahura Mazdy, czyli nieba (a zatem metali, bo to z nich miały być zbudowane niebiosa), wody, ziemi, roślin, zwierząt i ognia. Sprawa z metalami była dość prosta - przedmioty z nich wykonane nie mogą być brudne, zardzewiałe, porysowane i zaśniedziałe. Zamiast tego winny być zawsze czyste i, jeśli to możliwe, wypolerowane. Zaniedbania skutkujące matowością, rdzą czy tępym ostrzem było dosłownie grzechem i opowiedzeniem się po stronie zła, które w ten sposób niszczy stan, jaki przewidział dla swoich dzieł stwórca. Zalecenia nie ograniczały się do samego fizycznego stanu przedmiotów i dotyczyły także sposobu ich używania. Oczywiście metalowi należy się szacunek. Narzędzi czy broni powinni używać tylko ludzie uznani za dobrych***. Pieniądze należy przeznaczać tylko na dobre cele i przekazywać dobrym ludziom itd.

Może brzmi trochę dziwnie, ale nie jak coś, co bardzo komplikuje życie, prawda? To zaraz zacznie, bo przechodzimy do wody, do której zoroastrianie mieli nabożny stosunek jako domeny Hordada****. Używanie jej tak, jak miażdżąca większość kultur, było dla zoroastrian absolutnie nie do przyjęcia. Żadna woda, a już na pewno stojąca, nie może wchodzić w bezpośredni kontakt z nieczystościami (śmieci, zwłoki czy nawet pranie) i wydzielinami ciała. Pot, krew, nasienie, mocz, odchody etc. muszą być trzymane z daleka. To jak się myto czy robiono pranie? Do takich czynności można było wykorzystać wodę, ale dopiero na koniec, do opłukania, gdy rzecz/ ciało były już czyste. Ale jak oczyścić cokolwiek bez wody? Tu z pomocą przychodziły nawyki z koczowniczej przeszłości Irańczyków, których przodkowie wypasali niegdyś olbrzymie stada rogacizny na rozległych stepach Eurazji.

Bydło to dawało nie tylko mięso, mleko i tym podobne, ale również mocz. Mocz ten był zbierany także w czasach osiadłego życia. Zoroastrianie magazynowali go i poddawali fermentacji, w wyniku której pojawiał się w nim amoniak, który znakomicie radził sobie z plamami, brudem i tłuszczem. Mocz ten był określany w języku średnioperskim jako gomez i wykorzystywany jako podstawowa substancja czyszcząca. Chcąc umyć coś, kogoś lub siebie, zoroastryjczyk używał najpierw gomez, za pomocą którego usuwał cały brud. Potem czasem stosowano także piasek, aby mieć pewność, że na pewno pozbyto się nieczystości. Dopiero na koniec tego procesu używano wody - aby opłukać się z resztek moczu i piasku. Grzech mycia się bezpośrednio za pomocą wody był na tyle poważny, że autor zoroastryjskiego dzieła o podróży do zaświatów zawarł specjalny opis kary za takie przewiny:

"Zobaczyłem duszę człowieka, którą ciągnięto do piekła i bez przerwy bito. Spytałem: „W czymże on zawinił?” Rzekli pobożny Srosz i anioł Adur: „To dusza grzesznika, który w ziemskim życiu często mył głowę, twarz i ręce, a także inne brudne części ciała i prał swoją bieliznę w wielkiej stojącej wodzie - zarówno w jeziorze jak i w wartkim strumieniu, i tym obraził amszaspanda Chordada”."

Obsesja na punkcie czystości wody była ogromna i łatwo zauważalna dla niezoroastyjskich wspólnot na terenie Iranu czy w jego sąsiedztwie. Czasem dawało to asumpt do powstania opowieści o tym, że Irańczycy nie myją się i bardziej troszczą się o czystość wody niż własną. Jozue Stylita, syriacki autor, przytaczał nawet opowieść o obaleniu przez magów***** jednego z szachów****** za to, że ten ośmielił się wybudować łaźnię. Jest to oczywiście bzdura, bo zoroastyjczycy musieli obmywać się przynajmniej pięć razy dziennie - przed każdą modlitwą. Indywidualne modły pięć razy dziennie******* były obowiązkiem każdego wiernego. Nie wolno było odmawiać ich, będąc brudnym, spoconym i mając nieczyste odzienie. W przypadku grupowych ceremonii należało wziąć kąpiel i ubrać nowe ciuchy. Bez spełnienia tego warunku nie wolno było nawet pojawić się nieopodal miejsca, gdzie odbywały się uroczystości.

Czystość ognia była drugą wielką obsesją zoroastyjskich wspólnot. W większości kultur na przestrzeni dziejów ogień był używany do zapewnienia ciepła, przygotowywania posiłków i pozbywania się śmieci. Ta trzecia opcja naturalnie nie wchodziła dla zoroastrian w grę. W ogniu palić można było wyłącznie ofiary dla boga i jazatów******** oraz wysuszone i czyste drewno. Palenie śmieci, a nie daj boże padliny, było ciężką przewiną. Pahlawijski riwajat********* polecał, aby osoby przyłapane na takiej czynności zabijać na miejscu. Jak zatem radzono sobie ze śmieciami? Suche i czyste można było zakopać w ziemi. Dla całej reszty budowano zaś specjalne kamienne struktury. Gdy zebrało się trochę odpadów, to przez “komin” wlewano tam kwas, który je rozpuszczał. Rozpuszczony płyn parował albo był spuszczany do specjalnych, kamiennych zbiorników, zlokalizowanych głęboko pod powierzchnią ziemi.

Wracając do ognia, to istniały także zastrzeżenia co do jego wykorzystania przy gotowaniu. Przygotowując posiłek, należało dbać, aby do płomieni nie dostał się tłuszcz z produktów czy woda z naczynia, w którym je gotowano. I nie były to jakieś zalecenia na zasadzie: “fajnie by było, gdyby…”, tylko nakazy, których łamanie było grzechem mającym daleko idące skutki. Zaświadcza o tym historia Garszaspa, mitycznego irańskiego herosa, słynącego jako zabójca smoków. Pewnego razu został on zaskoczony przez potwora w trakcie gotowania, skutkiem czego zanieczyścił ogień swoją strawą. Za ten występek Atar********** odmówił mu wstępu do raju. W jednej z wersji opowieści jazatę udało się przebłagać, ale w innej bohater pozostał w uśpieniu na ziemi, aby odkupić swoje winy w czasie Fraszokereti***********, w trakcie którego ma zabić złego Ażi Dahaka************. O tym, że z tym ogniem to nie żart, zaświadcza też Arda Wiraz:

"Zobaczyłem duszę kobiety, której całe ciało żarły czerwie. Spytałem: „Czym zawiniło ciało?” Powiedzieli pobożny Srosz i anioł Adur: „To dusza grzesznicy, która w ziemskim życiu czesała włosy nad ogniem i plotła warkocze, rzucała w ogień włosy, wszy i gnidy, wsuwała ogień pod siebie, trzymała swoje ciało nad ogniem”."

Postępowanie z roślinami i zwierzętami również było oparte na doktrynie. Zgodnie z nią, każdy żywy organizm istniał po to, aby osiągnąć stan pełnego rozkwitu, za który uważano dojrzałość. Wierzono, że to w tej formie stworzono zwierzęta i rośliny. To, że teraz muszą dorastać, jest efektem zepsucia przez wpływy Arymana. Jedzenie niedojrzałych owoców czy zabijanie młodych było zatem grzechem. Każde “dobre” stworzenie powinno rozwinąć się do stanu “pierwotnej” doskonałości, jaką zamierzył dlań Ahura Mazda. Dopiero wtedy mógł korzystać zeń człowiek, a i to tylko dlatego, że Aryman w końcu i tak by je zabił. Śmierć była postrzegana jako wypaczenie perfekcyjnego tworu Mazdy. Hodowla i uprawa dobrych zwierząt oraz roślin była religijnym dobrym uczynkiem, procesem doprowadzania istot do stanu, jaki zaplanował dla nich bóg. Ładnie widać to po fragmencie z Ardy Wiraza o pasterzach i rolnikach w raju:

"Ujrzałem dusze pasterzy, którzy w ziemskim życiu hodowali wiele bydła i owiec, pielęgnowali ich, strzegli od wilków, złodziei i zuchwałych ludzi. Poili je na czas, karmili trawą i inną paszą, chronili od chłodu i upału, a gdy nadchodził odpowiedni czas po temu, dopuszczali samce do samic, należycie się o nich troszcząc. Przymnażali tym zysk i majątek, a w swoim czasie dawali pożywienie i odzież ludziom. Dusze pasterzy przebywały w jasnym, promienistym miejscu, w wielkim spokoju i radości. Uznałem to za nadzwyczajne."

"Zobaczyłem wiele złotych siedzisk, przepiękne łoża i poduszki z cudnymi pokrowcami, na których posadzono dusze starszyzny rodowej i rolników, którzy uczynili kwitnącymi osady, zajazdy, ród, kraj, posiadłości i pustkowia. Zbudowali oni wiele kanałów, uregulowali bieg rzek i strumieni, aby rolnictwo uczynić kwitnącym, na pożytek bożym stworzeniom. Przed ich duszami stali nieśmiertelni aniołowie - stróże wody, roślin i pobożnych ludzi w całej swej potędze i tryumfie. Wychwalali ich, dobrze życzyli i składali wyrazy wdzięczności. Uznałem to za nadzwyczajne."

Które istoty to są te dobre? Tutaj było widać antropocentryzm, bo dobre były te, które są użyteczne dla człowieka i/lub budzą w nim przyjemne odczucia. Krowy czy kozy dają mleko i mięso. Owce wełnę. Konie pomagają się przemieszczać etc. Królem świata zwierzęcego był jednak pies, co wynikało z nomadycznej przeszłości, gdy pasterskie rasy chroniły stada będące źródłem utrzymania wspólnoty. Uważano, że psy mają wolną wolę i wskazywano, że wybierają dobro nad zło częściej niż ludzie. Dzieci wychowywano w duchu ihtiram-i sag (szacunku do psa). Karmienie psów i zabawa z nimi były uważane za zasługę (jak katolicki dobry uczynek). Z psami związane było też wiele wierzeń. Np. jedzenie dane burkowi w imieniu zmarłego członka rodziny wzmocni duszę krewnego w zaświatach. Los bijących psy, głodzących je czy przeszkadzających im w odpoczynku nie był godny pozazdroszczenia:

"Zobaczyłem duszę człowieka, którą demony szarpały i rwały, jakby psy. Ów człowiek dawał psom chleb, ale one go nie jadły, lecz kąsały pierś, nogi, brzuch i biodra grzesznika. Zapytałem: „Czym zawiniło ciało, że duszę tak ciężko karzą?” Powiedzieli pobożny Srosz i anioł Adur: „To dusza grzesznika, który w ziemskim życiu odbierał jedzenie psom pasterskim i łańcuchowym, bił je i zabijał”."

Złe były zaś te zwierzęta, które szkodziły ludziom albo budziły w nich wstręt. Wierzono, że są one tworami Arymana. Chodziło głównie o insekty, pajęczaki, gady i drapieżniki. Określano je mianem chrafstra. Do zabijania ich służyły narzędzia zwane chrafstragan - “kawałki drewna ze skórą na zakończeniu… każdy wyznawca Dobrej Religii powinien taki posiadać i używać go do zabijania chrafstra, co jest chwalebne i cnotliwe”. Zabijanie tych zwierząt było religijnym obowiązkiem. Można było realizować go na własną rękę, ale istniały także dedykowane święta, gdy robiono to kolektywnie. Zwyczaj ten utrzymał się do XIX wieku. Co ciekawe - bywała to forma pokuty - człowiek, który zabił np. cielaka, mógł “odpracować” wyrządzone zło, zabijając wilka. W momencie zabijania wierny wypowiadał formułę: “Uderzam i zabijam [chrafstra], aby uwolnić się od grzechu, dla cnoty i z miłości do mojej duszy”.

Jeśli chodzi o ziemię, to tę należało uprawiać, orać i nawadniać. Tak, to były dosłownie dobre uczynki i obowiązek. Podobnie jak z wodą i ogniem, nie wolno było jej zanieczyszczać. To oczywiście rodziło szereg problemów co do radzenia sobie ze śmieciami, ale już wiemy, jak je rozwiązywano. Osobnym problemem była jednak kwestia ciał zmarłych. W zoroastryjskiej opinii śmierć i rozkład były najbardziej nieczyste. Wierzono, że sama śmierć była efektem działania Arymana, a materia, która pozostaje, jest natychmiast zajmowana przez Nasu, dewę rozkładu. Porzucała ona daną rzecz dopiero, gdy ta wyschła na wiór. Kontakt z nasa (psującą się materią) jest grzechem o fatalnych konsekwencjach dla grzesznika i wszystkich dookoła. Widewdad mówi wprost, że ten, kto zanieczyszcza ogień i wodę rozkładem, daje w ten sposób siłę szarańczy i pająkom, powoduje suszę i ostre zimy, które zabijają bydło.

Co ciekawe i nieco paradoksalne, największym rozsadnikiem zepsucia jest… ciało świątobliwego człowieka, zwłaszcza kapłana. Czysta moralnie osoba jest swego rodzaju oczyszczaczem dla całego świata i dzięki jej modlitwom według Widewdadu “oczyszczone będą domy, oczyszczony będzie ogień, oczyszczona będzie woda, oczyszczona będzie ziemia, oczyszczona będzie krowa [zwierzęta], oczyszczone będą rośliny, oczyszczony będzie sprawiedliwy mąż i sprawiedliwa niewiasta, oczyszczone będą gwiazdy, oczyszczony będzie Księżyc, oczyszczone będzie Słońce, oczyszczone będzie Nieskończone Światło, oczyszczone będą wszystkie stworzenia Mazdy, których natura jest zgodna z ašą”*************. Aby zabić taką osobę, Aryman musi więc zebrać wszystkie siły, jakimi dysponuje. I jak już zbierze, to one tam przez jakiś czas zostają, promieniując złem i zepsuciem na wszystko dookoła.

Człowiek nieprawy, drugwant**************, jest zaś tak zepsuty, że Aryman nie musi w zasadzie robić niczego, aby umarł. Takich ludzi, zgodnie z Widewdadem, powinno się zabijać, gdyż ich obecność wśród wiernych powoduje brak “powodzenia i dostatku, zdrowia i harmonii, rozkwitu, powiększenia i wzrostu, kwitnienia kukurydzy i traw”. Czasami jednak się nie da wykonać zbożnego dzieła. Taki osobnik zostanie jednak w końcu zabity przez Złego Ducha, któremu służy. Swoją drogą - jeśli drugwanci tak dobrze rozsiewają zepsucie wokół siebie, przez co pomagają degenerować dobre stworzenie, to czemu ten Aryman ich w ogóle zabija? Pewnie dlatego, że jest głupi. Jakby był mądry, to by nie był zły. Proste, prawda? Ciekawe, że zoroastryzm, tak jak wiele innych religii i systemów filozoficznych, uważa, że zło, choć potężne, nie jest w stanie przezwyciężyć dobra, bo w gruncie rzeczy jest chaotyczne i głupie.

No dobra, skoro zepsucie z ciała jest tak silne i złe, to co robić? Na dzień dobry zwłoki powinien zobaczyć pies. Wierzono, że spojrzenie tego zwierzęcia ma moc odpędzającą dewy. Następnie recytowano modlitwę do Sraoszy i przenoszono trupa na specjalnie wyznaczoną do tego celu powierzchnię na skałach lub piachu, tak aby nieczystości nie kalały ziemi. Tam rozpalano ogień (w odległości, aby uniknąć zanieczyszczeń) z wonnego drewna. Następnie ciało przenoszono na miejsce ekspozycji, gdzie słońce i ptaki oczyszczały je do białej kości. W trakcie przenoszenia zwłok nigdy nie mogła ich dotykać tylko jedna osoba, a zawsze co najmniej dwie, połączone paiwandem (w tym kontekście sznur). Chodziło o to, aby zepsucie rozkładało się na więcej osób plus żeby cnota dotykających zwłoki się kumulowała. Do przenoszenia używano metalowych noszy, gdyż metal był uważany za najbardziej odporny na nieczystości.

Przenoszący ciała byli generalnie uważani za mających kontakt z nieczystością i trzymano ich w związku w tym na dystans od reszty wspólnoty. Każda społeczność wyznaczała konkretne osoby do tego zajęcia i zapewniała im specjalną odzież, którą nosili tylko do tego celu. Za każdym razem były one prane w gomezie i opłukiwane wodą. “Nosiciele” po pracy musieli się rozebrać do naga i dokładnie umyć gomezem, a potem opłukać. W trakcie musieli też recytować specjalne modlitwy, ale to i tak nie zapewniało im immunitetu. Nie mogli więc zbliżać się do świętych ogni i miejsc odprawiania rytuałów religijnych. Co więcej - nie mogli oni też uprawiać ziemi ani rozpalać ognia w swoim domostwie (robili to inni domownicy). Nie znaczy to jednak, że ludzie ci nie byli szanowani. W trakcie świąt i ceremonii, reszta wspólnoty wysyłała im jedzenie i podarki, na znak wdzięczności za niebezpieczną pracę.

Nieczyste było wszystko co wychodzi z żywych ciał - paznokcie, włosy, krew, strupy, oddech, produkty przemiany materii etc. To wszystko określano mianem hikhr. Żadna z tych rzeczy nie mogła kalać ognia, ziemi ani wody. Tutaj warto zaznaczyć, że rzeczy te nie czyniły danej osoby złą w sensie moralnym (dla wszystkich było jasne, że wypadające włosy czy rany nie są indywidualną winą człowieka). Grzechem było zanieczyszanie tymi rzeczami pozostałych stworzeń. Aby uniknąć zanieczyszczeń istniała cała masa regulacji dotyczących przeróżnych sfer życia, także tych uznawanych za dobre. Na przykład małżeństwo i płodzenie potomstwa było pożądane, ale wytrysk jako taki był czymś nieczystym. Nie mógł on więc wchodzić w kontakt z ogniem, wodą i ziemią. Po stosunku trzeba było dokonać ablucji i wyrecytować mantry.

Tak samo problematyczne były nocne polucje i wymagały one oczyszczenia ciała i łóżka. Co ciekawe - gdy taki wytrysk zdarzał się u młodzieńca w trakcie okresu kandydackiego na kapłana, skutkowało to dlań dożywotnim banem na funkcje religijne we wspólnocie. Kapłani, jako ci którzy wchodzą w najbliższy kontakt z bóstwem, ofiarami i świętym ogniem, musieli być tak blisko ideału jak się da. Przechodzili na przykład ścisłą selekcję godną castingu na modela w Abercrombie - musieli być przystojni i nie wolno im było mieć żadnych deformacji ciała (uznawano to za jawny dowód bycia dotkniętym przez moce Arymana). Sprawdzano to dokładnie, każąc im się rozbierać do naga przed specjalną komisją. Ale o kapłanach jeszcze napiszę szerzej nieco później, bo ich dotyczyły dodatkowe restrykcje, ostrzejsze niż dla większości świeckich wiernych. Na razie wróćmy do wydzielin.

Krew sama w sobie była symbolem życia i zdrowia, ale w przypadku krwawienia czyniła daną osobę nieczystą. Osoby z wyrwanym zębem czy raną nie mogły brać udziału w modlitwach i ceremoniach aż do ustania upływu krwi. Musieli też uważać, by nie zanieczyścić ziemi, wody i ognia. Obostrzenia z tym związane wychodziły na zdrowie rannym - byli szybko obmywani i bandażowani, a opatrunki regularnie zmieniano. Kończyło się to jednak niezbyt dobrze dla miesiączkujących kobiet, które w “te dni” były separowane w specjalnie wydzielonej części domostwa, nosiły osobne “miesięczne” ciuchy, spały w osobnym łóżku i jadły z osobnego talerza, a reszta domowników ich unikała. Z drugiej strony były wtedy zwolnione z obowiązków takich jak sprzątanie, gotowanie, seks z małżonkiem (tak, to był obowiązek), opieka nad dziećmi czy prace w obejściu. Na niepokorne kobiety czekała kara:

"Ujrzałem dusze kobiet, pijące własną krew menstruacyjną. Spytałem: „Czym zawiniło ciało, że tak surowo karzą duszę?”Mówią pobożny Srosz i anioł Adur: „To dusze tych kobiet, które nie pilnowały się w czasie menstruacji. One przynosiły uszczerbek wodzie i ogniowi, ziemi Spandarmada, Chordada i Amurdada, patrzyły na niebo, słońce i księżyc, miesiączkami znieważały duże i drobne bydło, oraz pobożnego człowieka”."

Ciąża z jednej strony uwalniała kobiety od okresu i uciążliwych regulacji z nim związanych, ale z drugiej strony kończyła się porodem, który był oczywiście uważany za coś absolutnie nieczystego, bo wiązał się z wieloma wydzielinami jak krew, wody, śluz etc. Po narodzinach kobiety spędzały 40 dni w izolacji, gdzie poddawały się rytuałom oczyszczającym. Najgorsze co się mogło zdarzyć to poronienie. Zwłoki są wszak najbardziej nieczystą rzeczą, jaką można sobie wyobrazić, a urodzenie martwego dziecka oznacza, że miało się zwłoki w swoim ciele. Takie kobiety musiały pić tylko gomez przez trzy dni i nie wolno było im się zbliżać do ognia, nawet w zimie (poza sytuacjami gdy było tak zimno, że groziło to ich życiu). Męskie zakazy związane z miesiączkami to przy tym wszystkim betka, ale panowie też musieli się pilnować. Jeśli któryś nie przezwyciężył popędów i spółkował z krwawiącą żoną, to Arda Wiraz nie miał dla niego dobrych wieści:

"Ujrzałem też duszę nieszczęśliwą, w której usta wlewano nieczystości i krew menstruacyjną, a dusza owa gotowała i jadła własne dziecko. Spytałem: „Za jakież to przewinienia ciała tak srodze karzą duszę?” Powiedzieli pobożny Srosz i anioł Adur: „To dusza grzesznika, który za życia spółkował z żoną w czasie jej miesięcznych przypadłości. Zapłata za każdy taki akt - piętnaście i pół tanapurów [bardzo dużo].”

Za nieczyste uważano także oddech i ślinę. Dla przeciętnego wiernego oznaczało to zakaz dzielenia naczyń i sztućców z innymi - każdy miał swoje. Nie wolno było także pluć, a już na pewno nie na ogień, do wody czy na ziemię. Z tego też powodu zoroastryjscy kapłani nosili i noszą do dzisiaj charakterystyczne maseczki zakrywające usta - tak, aby nie kalać ognia. Kler miał jeszcze więcej obostrzeń, aby nie obrazić bóstwa, przed którym stawał w imieniu swojej wspólnoty. Duchowni nie mogli na przykład spożywać pokarmu przygotowywanego przez laikat. Przed ceremoniami, rozmawiali z ludźmi tylko z pewnego oddalenia i niczego od nich nie przyjmowali. Jeśli chcieli im coś dać, to kładli to na jakiejś powierzchni i odchodzili. Dopiero wtedy wierny mógł podejść i podnieść przedmiot. Kontakty z innowiercami, którzy nie znali zasad i przykazań, a więc prawie na pewno byli “nieczyści”, były ograniczone.

W świecie skażonym przez Arymana nie dało się całkowicie uniknąć grzechu i zepsucia. Dlatego istniał cały zestaw oczyszczających praktyk i rytuałów z modlitwami, piciem nirang (konsekrowanego moczu byka) przyprawionego popiołem ze świętych palenisk, myciem się w gomezie i opłukiwaniem wodą. Wszystkie te rzeczy wchodziły w skład rytuału barsznum. Dla ciężkich przypadków istniał rytuał zwany 30 ablucji. Polegał on na powtarzaniu procesu z barsznum, ale w kilku seriach. Dla beznadziejnych przypadków istniał rytuał kąpieli 9 dni. Miał on miejsce w specjalnych, stojących na odludziach budynkach, gdzie oczyszczający się wierny spędzał kilka dni powtarzając czynności z podstawowego rytuału barsznum. Nie dało się tego zrobić samemu, “nieczystym” musiał towarzyszyć “czysty” sponsor, który dbał o wyżywienie i, bez wchodzenia w bezpośredni kontakt, również odmawiał oczyszczające modlitwy.

Jeśli chodzi o grzechy, to tutaj było jeszcze ciężej. Istniała spowiedź, ale grzechów nie dało się “odpuścić” na zasadzie znanej z katolicyzmu. Każda zła myśl, złe słowo czy zły czyn “karmi” siły zła. Jak “zjedzą” nasze przewiny, to rosną i już im tego nie wydrzemy. Grzechy wyznajemy w dwóch celach. Po to, aby uświadomić sobie i innym, że to co zrobiliśmy było złe. Po drugie, po to żeby odciąć się od winy płynącej z grzechu. Już tłumaczę o co chodzi - każda zła rzecz działa jak odsetki od długu. Dopóki nie przejdziemy spowiedzi, odsetki te narastają i coraz mocniej nas gniotą. Rytuał spowiedzi zatrzymuje ten proces, ale nie odpuszcza grzechu. Co w takim razie czynić po tym, jak się zgrzeszyło? Należy czynić dobro, bo działa ono tak samo - nasze cnotliwe myśli, słowa i czyny wzmacniają siły prawości. Stąd choćby wspomniany już motyw zabijania drapieżników w ramach zadośćuczynienia za np. ubicie cielaka.

Dla osób z kultur ukształtowanych przez religie abrahamiczne przekonanie, że naplucie w ogień czy posiadanie zardzewiałego młotka to grzech brzmią niedorzecznie, ale ma to jak najbardziej sens w świetle zoroastryjskiej doktryny, wg której “wszystkie działania i postawy są albo cnotliwe albo grzeszne”. W teologii, w której świat, dzieło dobrego boga, jest areną wojny z siłami zła, które nieustannie próbują go zepsuć i zniszczyć, nie ma miejsca na strefę “moralnej szarości”. To psucie i niszczenie nie ogranicza się do ludzkiego ducha, ale dotyczy także wszystkiego co materialne. Wodzenie na pokuszenie nie jest więc ważniejszą bronią w arsenale Złego niż brudzenie, choroby, przebarwienia, próchnica, odkształcanie, gnicie, rozkład, złamania, ropienie, śmierć itd. I każdy wierny, oprócz pilnowania swoich myśli, słów i czynów, ma obowiązek pilnowania każdego z wymienionych wcześniej sześciu stworzeń.

Nie dziwota więc, że wiernej trzódce wbijano do głowy, iż:

"Każdego dnia ludzie winni wypełniać te trzy obowiązki: nie dopuszczać demona zepsucia, wyznawać wiarę i spełniać cnotliwe uczynki."

Wobec szczupłości źródeł pisanych z czasów przed Sasanidami*************** w zasadzie nie da się rozróżnić, które przepisy pochodziły z najwcześniejszych lat religii, a które były wynikiem ewolucji. Jednocześnie jednak jest niemal pewne, że część z nich miała swoje korzenie w czasach jeszcze przed Zoroastrem. Po pierwsze dlatego, że w niektórych pismach indyjskich braminów (a więc “kuzynów” Irańczyków) widać podobne regulacje w kwestii czystości (rytualnej i nie). Po drugie - gdyby “pogańscy” Irańczycy nie mieli jakiegoś zalążka tych zasad, to ciężko byłoby im przyjąć rozbudowany system nakazów i zakazów dotyczących codziennego funkcjonowania, sformułowany przez proroka i jego następców. Nawet sami zainteresowani byli tego świadomi, o czym świadczą słowa z jednego z riwajatów: “niezoroastrianin nie jest naturalnie przystosowany do dbania o zasady czystości”.

Współcześni uczeni potwierdzają te intuicje, o czym świadczy szerokie poparcie dla teorii, że brak misyjnych sukcesów Dobrej Religii to w dużej mierze pokłosie zasad, które dla ludzi spoza kultur irańskich były dziwactwami. Dla zoroastrian nie były to wcale dziwactwa, ale coś oczywistego i niezbywalnego, fundament codziennego życia jednostki i wspólnoty. Widać to po najstarszej zachowanej literaturze, pełnej szczegółowych regulacji. Istnieją całe zbiory poświęcone tylko przepisom. Nawet jeśli dzieła poruszały też inne kwestie, to prawa czystości były w nich i tak akcentowane. Znajdujemy je także w nieco późniejszych, bardzo popularnych i często autorytatywnych tekstach, takich jak wspomniane już riwajaty, Widewdad****************, Dedestan-i Denig*****************, Szajast ne Szajast****************** czy cytowany tu Arda Wiraz Namag*******************.

Była to zarówno słabość zoroastryzmu (patrz wyżej) jak i jego siła. Znajomość i przestrzeganie tych przepisów wzmacniało poczucie odrębności od grup, które nie miały o nich pojęcia i ich nie praktykowały. Do tego dochodziło przekonanie o wyższości swojej, “czystej” wspólnoty nad obcymi, “brudnymi”. Przekonanie o tej “brudności” było zresztą dobrym powodem, żeby trzymać się z dala od obcych. Dawało także poczucie sprawczości i nadawało życiu wiernych religijny wymiar w codziennych sprawach. Dzięki tym naukom zamiatanie podłogi w domostwie nie było żmudnym i nudnym obowiązkiem, ale szlachetnym aktem dania odporu Arymanowi i siłom zła. Człowiek ścierający kurz brał w ten sposób udział w odwiecznym konflikcie o kosmicznym znaczeniu, który zakończy się ostatecznym triumfem przy Fraszokereti. Myjący naczynia w zasadzie niewiele różnił się od Rosztama zabijającego Białego Demona********************.

Oczywiście, jak przyznawali zrezygnowani dasturowie*********************, “[...] w tym świecie nie da się żyć całkiem bez grzechu”. Ludzie, jak to ludzie, łamali przykazania i prawa czystości. Warto też pamiętać, że mówimy tu o zoroastryzmie normatywnym. Te przykazania i normy pochodzą z książek, które nie każdy znał i nie każdy uważał za najwyższy autorytet. Przez większość swojej starożytnej historii, zoroastryzm nie miał szeroko uznawanej struktury i hierarchii. Był to raczej zbiorczy termin na różnorakie, podobne do siebie, ale jednak w gruncie rzeczy, dość niezależne i mocno osadzone w lokalnych warunkach wspólnoty. Niektórzy historycy, zwłaszcza ci starszej daty, uważają, że w czasach Sasanidów doszło do próby stworzenia swoistego państwowego kościoła zoroastryjskiego z ustaloną doktryną i jasną, popieraną przez szachów hierarchią. I tu jednak nie brakuje wątpliwości.

Próby te niekoniecznie były udane. Polityka religijna szachów zmieniała się w zależności od różnych czynników. Wielu historyków w ogóle kwestionuje te teorie, twierdząc, że krystalizacja zoroastryzmu miała miejsce dopiero w czasach arabskich, w odpowiedzi na islamizację. Źródła dotyczące czasów sasanidzkich mogły wówczas zostać przeredagowane, aby dodatkowo legitymizować reformy. Jest to częsta praktyka - zmiany opisuje się jako powrót do korzeni i dorabia się im rodowód starszy niż w rzeczywistości. Brzmi to nieco paradoksalne, ale wiele materiałów, które zdefiniowały zoroastryzm w średniowieczu i później, uzyskało ostateczny kształt w czasach arabskich albo krótko przed podbojem. Oczywiście bazowano na starszych źródłach, a próby redakcji podejmowano wcześniej więc nie jest tak, że to wszystko późniejsze wymysły, ale co było modyfikacją czy dodatkiem, nie jest, w większości przypadków, do końca pewne.

Jeśli chodzi o czasy nam bliższe, to tu jest nieco lepiej. Z badań wiemy, że te wyśrubowane normy nie były tylko ozdobnikiem. Wspólnoty zoroastryjskie przetrwały do dzisiaj. Do mniej więcej XIX wieku grupy te były zazwyczaj mocno izolowane i, w przypadku Iranu, żyły na peryferiach, poza głównym nurtem społeczeństw. Dzięki temu zachodni badacze mieli możliwość zbadania, tego jak wygląda ich praktyka religii i nie byli zdani tylko na czytanie starożytnych tekstów. Z badań wiemy, że te zakazy i nakazy były generalnie ważne dla wyznawców. Nie każdy przestrzegał ich w takim samym stopniu i zakresie. Nie każdemu też udawało się ich przestrzegać, ale nie były to bynajmniej martwe prawa. Czasem miało to swoje plusy - Parsowie, bardziej rygorystyczni niż ich współwyznawcy z Iranu, żyli średnio dłużej i w lepszym zdrowiu niż sąsiedzi innych wyznań w Indiach.

XX i XXI wiek wysadziły jednak większość tych zasad. Niektóre wprawdzie obowiązują do dziś, ale ich przestrzeganie jest ograniczone i wymagane w zasadzie tylko od kapłanów. A i to głównie u Parsów. To ich stan kapłański jeszcze unika kontaktu z kobietami w trakcie menstruacji czy nie zbliża się do zmarłych. Odprawia także rytuały oczyszczające (uprzedzając pytanie - nie wiem czy nadal piją mocz bydła). Generalnie jednak, dziś nikt już nie straszy piekłem za wzięcie prysznica bez użycia gomezu czy za kipiący garnek. A nawet jak straszy, to nie znajduje za bardzo posłuchu.

↑ Przewiń na górę
andrzej

Religioznawca z zamiłowania, w chwilach wolnych od czytania i zastanawiania się nad fenomenem wiary religijnej pracuje jako QA. Pisze głównie o historii religii i wierzeń.

Źródła

 ► Boyce Mary, "The Laws of Purity" w "A history of Zoroastrianism - The Early Period” vol 1.

 ► Autor nieznany, "Arda Wiraz namag. Księga o pobożnym Wirazie"

Przypisy

*. Behdin, dosłownie “Dobra religia”, to historyczne samookreślenie zoroastryzmu przez jego wyznawców

**. Zoroastryjskie nauczanie w kwestii ludzi bywa czasem streszczane jako “dobre myśli, dobre słowa, dobre czyny”

***. Dobry w sensie - dobry z punktu widzenia zorastryjskich wierzeń

****. Hordad to jeden z amszaspandów, kojarzony między innymi z wodą

*****. Tak nazywano zoroastryjskich kapłanów

******. Tak nazywano irańskich władców

*******. Zwyczaj ten, wraz z ablucjami, przeszedł do islamu

********. Jazaty to termin często tłumaczony na współczesne języki jako bogowie lub aniołowie. Obydwa te tłumaczenia nie do końca oddają koncepty zoroastryjskie. Jazaty to dosłownie istoty godne czci (niekoniecznie nadprzyrodzone). Często określano tak grupę istot, które Ahura Mazda stworzył i obdarzył mocami, aby te realizowały jego plany względem wszechświata. Nie są to więc niezależni bogowie jak w większości tradycyjnych panteonów. Nie są to też jednak do końca aniołowie, bo oddaje im się cześć, jaka aniołom w tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej nie przysługiwała (normatywnie, bo w praktyce to wiadomo).

*********. Przekazy, zbiór pytań zoroastrian z Indii z odpowiedziami irańskich kapłanów (od XV wieku)

**********. Jazata kojarzony z ogniem

***********. Zoroastryjskie dni ostateczne w czasie których Dobro pokona Zło na zawsze

************. Mityczny król-smok, tyran i potwór, który prześladował Irańczyków

*************. kluczowe pojęcie zoroastryzmu oznaczające kosmiczny porządek, prawdę i właściwy ład rzeczy. Obejmuje zarówno moralność (prawdę, sprawiedliwość), jak i porządek natury (harmonię świata stworzonego przez Ahura Mazdę). Działanie zgodne z ašą oznacza wspieranie dobra i przeciwstawianie się chaosowi oraz zepsuciu.

**************. Człowiek, który postępuje w zgodzie z druj, czyli przeciwieństwem ašy. Druj (drudż) oznacza kłamstwo, chaos i zepsucie. Jest to siłą, która wypacza porządek świata i prowadzi do rozkładu, chorób oraz śmierci. W wymiarze moralnym oznacza fałsz i działanie przeciwko prawdzie i moralności.

***************. Ostatnia nieislamska dynastia rządząca Iranem

****************. Prawo przeciwko dewom, kompilacja zoroastryjskich tekstów religijnych, zawierająca sporo starożytnego materiału

*****************. Orzeczenia religijne, zbiór pytań i odpowiedzi dotyczących spraw społecznych, etycznych, filozoficznych, etc (IX wiek)

******************. Dosłownie Właściwe i niewłaściwe, zbiór komentarzy do tekstów religijnych (VIII/IX wiek)

*******************. Księga o pobożnym Wirazie, zapis podróży rzekomego autora po zaświatach odbyty aby potwierdzić prawdziwość i faktyczną treść religii Zoroastra (IX wiek)

********************. Biały Demon to postać z perskiego eposu Szahname, symbol chaosu i sił zła. Rosztam, największy bohater Iranu, pokonuje go w jednej ze swoich słynnych wypraw, przywracając porządek i ratując króla. Zabicie demona jest jednym z jego najważniejszych czynów, podkreślającym walkę dobra ze złem.

*********************. Dastur to tytuł wysokiego rangą kapłana w zoroastryzmie, pełniącego funkcję autorytetu religijnego i interpretatora prawa. Odpowiada za nadzór nad rytuałami, nauczaniem oraz przestrzeganiem zasad doktryny w danej wspólnocie.

Udostępnij: